7.1.1 « Była to szkoła “starej” emigracji, której dzieci zapełniły ławy szkolne. »

—Tadeusz Łepkowski, uczeń. Wolna szkoła polska w okupowanej Francji, 1990 r., s. 202-205, 208-209.
Można śmiało powiedzieć, że w 1946 r. Gimnazjum i Liceum im. Cypriana Norwida było szkołą starej emigracji, której dzieci w 3/4 zapełniły ławy szkolne. Młodsi niż kiedykolwiek uczniowie w polskim ośrodku w Villard, gwarnym, praktycznie dwujęzycznym, francusko-polskim, gdzie panował swoisty język mieszany, żyli i uczyli się w trudnych warunkach. Wiemy już, że zagęszczenie w internatach było wielkie, a warunki higieniczne pozostawiały wiele do życzenia (dotkliwy brak dobrego mydła). Wyżywienie, również to z fermy, którą nadal uprawiali uczniowie, wciąż nie było dostateczne. Rytm życia szkolnego i internatowego (a także regulaminy) nie odbiegały w zasadzie od norm, ustaleń i tradycji lat poprzednich. Jedna była wszakże duża różnica, o której już wspomniałem: w pokojach internatowych, klasach, na korytarzach i na ulicy polscy uczniowie nader często mówili po francusku lub swoistą gwara polsko-francuską.
Na ogromne trudności językowe w gimnazjum, a zwłaszcza w pierwszych klasach wskazują bardzo liczne adnotacje nauczycielskie w zeszytach klasowych. Wskazują też one na ogrom pracy profesorów w dziedzinie „odradzania języka polskiego » wśród młodzieży staroemigracyjnej. Ci w większości traktowali naukę bardzo poważnie i wysoko cenili sobie możliwość nauki w polskiej szkole średniej. Nauczycieli szanowali, wzrósł wyraźnie dystans między profesurą a uczniami (może z wyjątkiem liceum, swoistej resztki „starego Villardu »). Szkoła normalniała. Traciła dawny charakter wspólnoty, universitas. Nawet uczniowskie wykroczenia, psoty i„kawały » nabrały charakteru typowo sztubackiego.
Gorliwość religijna, której zaczynało braknąć aktywnej podbudowy patriotycznej, nieco przygasała. Chór szkolny nieco obniżył swe loty, najlepsi soliści nie przebywali już w Villard, choć niektórzy starzy Chór szkolny nieco obniżył swe loty, najlepsi soliści nie przebywali już w Villard, choć niektórzy starzy Villardczycy, studiujący w Grenoble, występowali w zespole również po uzyskaniu matury. Nadal śpiewający chłopcy prof. Bergera spotykali się z sympatią Francuzów i zapraszani bywali na różne imprezy. O ile grupowe podśpiewywania oraz liczne potańcówki i bale były bardzo lubiane, o tyle zajęcia świetlicowo-teatralne nie cieszyły się powodzeniem.
