—Tadeusz Wojciechowski, uczeń. Wydarzenia prowadzą do Villard, 1998, s. 43.
W Coëtquidan zostałem przydzielony do 3 pułku 1 Dywizji Grenadierów w powstającej we Francji polskiej armii. W okolicach wymienionej miejscowości odbywały się intensywne wojskowe ćwiczenia. Gdy niemieckie wojska zaatakowały Belgię, Holandię i przekroczyły granicę francuską, dwie polskie dywizje zostały wysłane na tereny Alzacji i Lotaryngii.
Dnia 16 kwietnia 1940 r. rozpoczęto przerzut 1 Dywizji Grenadierów do strefy przyfrontowej w Dolnej Lotaryngii, w rejon na południowy wschód od Nancy. 16 maja 1940 r. 3 pułk, w którym służyłem, został przesunięty w rejon Lunéville. 6 czerwca rozpoczęliśmy w pełnym oporządzeniu marsz w celu obsadzenie pozycji. W ciągu trzech nocy przebyliśmy 100 km drogi. Szliśmy często przez miejscowości, których mieszkańcy opuścili swoje posiadłości w ucieczce przed Niemcami. Zadaniem naszego pułku była obrona pozycji na odcinku Altviller-Domfessel. W tym czasie nastąpiło przełamanie frontu nad Marną, przez co zostały zagrożone tyły wojsk francuskich. Otrzymaliśmy rozkaz wycofania się na linię kanału Marna-Ren i zorganizowania obrony. Tu wywiązała się ostra i dość długa walka ogniowa. Nieprzyjaciel podszedł do kanału i podjął próbę jego sforsowania. Pomimo sprzyjających warunków terenowych ogień polskich erkaemów zmusił wroga do wycofania się. W rejonie Lagarde wywiązała się jedna z najbardziej zaciekłych i krwawych bitew, przy skoncentrowaniu broni maszynowej, artylerii i jednostek pancernych. Walki były również prowadzone w pobliżu Montigny, oraz w rejonie La Trouche, ale wobec okrążenia obrony 2 grupy armii francuskiej dalsza walka była bezcelowa. Straty 1 Dywizji Grenadierów wynosiły: zabitych 900 osób, rannych 2 800 osób i zaginionych 1 500 osób.
Z pozostałych przy życiu część żołnierzy przedostała się do Szwajcarii, część do Hiszpanii, większa część do Anglii, i największa część żołnierzy dostała się dnia 22 czerwca 1940 r. w Saint-Dié dostała się do niewoli niemieckiej. Niemieccy żołnierze uzbrojeni w karabiny maszynowe prowadzili nas, żołnierzy rozbrojonych, głównie francuskich, z Saint-Dié do Strasburga, przez kilka dni w niekończącej się pieszej kolumnie. W tym czasie nie otrzymywaliśmy od Niemców żadnego pokarmu. Ludność francuska trochę nas wspierała, pozostawiając żywność i wiadra z wodą na ulicy. Żołnierze niemieccy, widząc wiadra z wodą, przestrzeliwali je lub wylewali wodę. Przebywaliśmy początkowo stłoczeni w byłych francuskich koszarach na terenie okupowanego Strasburga, a potem w stalagu 7A koło Magdeburga na terenie Bawarii. W niewoli niedożywiony poważnie chorowałem, i w takich warunkach długo bym nie wytrzymał, ale na szczęście, dzięki temu, że podałem adres zamieszkania w Nicei, mogłem po orzeczeniu francusko-niemieckiej komisji lekarskiej i rocznym pobycie w niewoli wrócić w końcu czerwca 1941 r. do nieokupowanej wtedy południowej Francji.