3.7.1 « Wreszcie na specjalną pochwałę zasługują nasze panie. »

—Zygmunt Lubicz-Zaleski, dyrektor. Pamiętnik 1939-1945, Od Grotowic do Buchenwaldu, Paryż-Łódź 1998 r., s. 133-134.
Wreszcie na specjalną pochwałę zasługują nasze panie. Jeśli chodzi o organizację Villard-de-Lans, to główną armaturę stanowiły właśnie kobiety. Przede wszystkim niestrudzona, pełna humoru, dziarskości i impetu Inka, p. Jadwiga Gostyńska, bratanica byłego Prezydenta RP Mościckiego, na której barkach i głowie spoczywał cały ciężar administracji zakładu, a później i dzierżawionej fermy, dalej Jadwiga Aleksandrowicz, inspektorka, nieco „szuru-buru”, ale pełna poświęcenia i energii wychowawczyni-idealistka, Jadwiga Stefanowicz, poważna, mądra, szlachetna, służbie wychowania oddana; Zofia Łukasiewicz, złote serce, dobroć wcielona ; Bola Keeler, ruchliwa, przemyślna, jedyna do załatwiania kłopotów z najbliższymi władzami francuskimi ; inżynierowa Kozłowska, dzielna Małgosia Bergerowa, aż do słynnej kucharki, prawdziwej Kaśki-Kariatydy zakładu-Józefowej.
Poza Villard pracowała dzielna pani Potocka, kierowniczka schroniska w Lans, Danyszowa i Milecka-Starzyńska w filii dziewczęcej Liceum Villard – w Lans, i zwłaszcza Izabela Krasińska w paczkarni praz p. Jurgielewiczowa, żona pułkownika, w domu studenckim w Grenoble. Naturalnie wymieniam tylko część osób, które na to zasługują, tę część przede wszystkim, z którą miałem sposobność bliżej się zetknąć.

