4.2.1 « Nie tracono jednak humoru. »

—Tadeusz Łepkowski, uczeń. Wolna szkoła polska w okupowanej Francji, 1990 r., s. 102-103, 105-106.
W ramach zwykłego, codziennego bytowania, odpoczynku i nauki, nie brakło ani powtarzalnych wydarzeń smutnych, ani wesołych. Mam tu na myśli przede wszystkim choroby w pierwszym wypadku i„uroczystości » imieninowe lub urodzinowe w ‘drugim. Ciężkie warunki (niedożywienie, „niedogrzanie », skutki wojny: rany, kontuzje) sprawiały, że stan zdrowia wielu uczniów nie był najlepszy. Nie zwracano uwagi na częste przeziębienia i dolegliwości grypopodobne, starając się je „przechodzić », trzymając fason i lecząc się winem, lecz nierzadko borykający się z chorobą uczeń lądował jednak w izbie chorych Hotelu du Parc (najczęściej leżeli tam chorzy na grypę, anginę, zapalenie płuc).Uczniowie nie byli wolni od przekleństwa tych czasów – od gruźlicy.
Nie tracono jednak humoru. Podczas imprez imieninowych urządzanych w pokojach internatów schodziło się liczne grono najbliższych kolegów. Przyjęcia były, rzecz jasna, składkowe. Przynoszono, co kto miał: „słodkie resztki » z paczek, jakieś owoce oraz – wszak znajdowano się w kraju winorośli – wino. Humory z reguły dopisywały, a wychowawcy patrzyli na te towarzyskie wieczory przez palce, chyba żeby zbyt głośno i zbyt długo śpiewano (światło należało gasić o 22G°) . Do pomocy wychowawcom stawali na co dzień i od święta członkowie samorządu uczniowskiego oraz starsi uczniowie ostatnich klas, w większości byli żołnierze.
Jak już wspomniałem kilkakrotnie, świat uczniów łączył się nierozerwalnie ze światem pedagogów w jedną szkolną universitas. Panowały między nimi stosunki prawdziwie partnerskie_ Nie licząc drobnych wyjątków, ciało profesorskie odnosiło się do często niesfornej, trudnej i zadziornej, a nawet aroganckiej młodzieży z ogromną wyrozumiałością i tolerancją.
Nauczyciele do licealistów zwracali się per „pani » i„pan », zezwalali na palenie papierosów i picie – aby tylko umiarkowanie – alkoholu. Do wyjątków – gdy idzie o tykanie – należeli księża. O ile wielki dystans dzielił wychowanków i powszechnie poważanego Zygmunta Zaleskiego, o tyle Wacław Godlewski pozostawał „na ty » ze sporą grupą młodzieży ze starszych roczników. Nie zmniejszało to w niczym szacunku, jakim „Wacuś » cieszył się wśród uczniów.


